Pięć rzeczy


Pięć rzeczy, których nauczyło mnie moje dziecko


Chyba każdy, kto zetknął się na odległość choćby kilku dziecięcych klocków, z matką nowo-matką, czy matką wyjadatką, wie ile to mrożących krew w żyłach historii krąży w tym środowisku. Nie raz słyszeliśmy o dzieciach nieśpiących, złośliwych dzieciach terrorystach, czy dzieciach z kategorii "artysta płaczący". Wraz z tymi legendami płynie element jakże nieodzowny - element pouczający. Wiemy dokładnie, czego należy dziecko nauczyć, w jaki sposób wprowadzić mu dyscyplinę, jak nie dać sobie "wejść na głowę", czy nawet jak nauczyć spać, sprzątać i myć po sobie naczynia w czasie, kiedy mama spokojnie przegląda ostatnie instastories. Element pouczający, ku mojemu zdziwieniu, nie zawsze płynie z ust matek wyjadatek, za to często od przypadkowo spotkanych panów z wąsem w Biedronce, czy przepełnionych miłosierdziem starszych pań w tramwajach.
Sprawa wydawała mi się początkowo nieistotna i przez jakiś czas nawet udało mi się ją ignorować, dawałam radę pomijać owe "mniej różowe" historie z naszego życia domowego przy rozmowach z innymi. Czas jednak płynął, a matka to wciąż człowiek, więc naturalną siłą rzeczy w pewnym momencie, po trzystaczwartej nieprzespanej nocy, po dwudziestym ataku szału w tym tygodniu (nie specyfikując czy był to atak dziecka, czy jednak mój), czy chociażby po kolejnej nieudanej próbie wprowadzenia dziecku nowego zdrowego produktu.. po prostu pękłam. Popłynęła fala żalu jak tsunami na Licheń. Nikt się go tam nie spodziewał, wszyscy egzystowali w swoim poczuciu bezpieczeństwa i niewidzialnej tarczy, a jednak. Stało się. Stało się jeszcze wielokrotnie później, co z kolei zaowocowało jeszcze innym niesamowitym zjawiskiem. Z ponad piany mojego żalu unosił się głos, jak ten wielki oczekiwany osąd, mówili wszyscy, a jak jeden.. Mówili rzeczy, których powinnam się była spodziewać,  a jednak nadal mnie zaskoczyły. Mówili o tym, jak, co i gdzie popełniłam błąd. Mówili jak się cieszą, że nie mają jeszcze dzieci. Mówili, że nie wiedzą, czy kiedykowiek się na taki "wyskok" zdecydują. Mówili o tym, jak odpowiedzialną jest praca "nad dzieckiem", jak to należy je uczyć niemalże jak małego różowego pitbulla.. tu źle, tu dobrze. Tu dobrze - nagroda. Tu źle - silent treatment. Przesuwać mu matę z zabawkami w wybrane przez nas miejsce tak, żeby samo się nie zorientowało, a wyuczone skojarzeń lepiej niż owy pies/pittbull zrobią wszystko to, czego chcemy MY DOROŚLI niczym za machnięciem czarodziejskiej różdżki, czy raczej kliknięciem najnowszym ajfonem.
Wszystko to wydawało mi się oderwane od sytuacji, nierealne i jakby nieludzkie. Bycie rodzicem jest przecież pracą ciężką i wymagającą, ale nie wiem, czy jest cokolwiek porównywalnie wyjątkowego i ważnego w czasie naszych krótkich żyć. Tsunami mojego żalu było sprawą nieuniknioną tylko po to, aby nie trzymać go już w sobie, nie tłamsić i nie dusić dlatego tylko, by móc w spokoju pielęgnować tę wyjątkową więź, aż do kolejnego sztormu.
Nie podoba mi się popularne podejście do rodzicielstwa. Nie widzę tego w ten sposób. Zanim jeszcze moje dziecko przyszło na świat, obiecałam sobie traktować je jak równe sobie, a nawet lepsze, ponieważ nie jest skalane całym tym naszym dorosłym światem. To nowe, nieporadne, a jednak najmądrzejsze z żyć uczy mnie codziennie nowych rzeczy. Pokazuje świat taki, jakim warto go widzieć i obiecałam sobie tę myśl zapamiętać. Spisać ją, przemyśleć i wyciągnąć z niej wnioski, aby przy następnej  gorzkiej chwili móc tu wrócić.
1). Carpe Diem
"Żyj chwilą i łap każdy moment." - to pojęcie znane każdemu i niejednokrotnie nadużywane przez świat i media. W moim odczuciu było ono ważne już wcześniej, od dłuższego czasu, a jednak dopiero jako mama zrozumiałam, o co w nim tak naprawdę chodzi. Dziecko nie zna pojęcia czasu, nie wie, co to znaczy "jutro", "za tydzień", czy "za chwilę". Starsze dziecko możemy próbować uczyć cierpliwości i nawet pewnie powinniśmy, ale czy nie byłoby wspaniale, gdybyśmy chociaż raz na jakiś czas potrafili tak odpuścić wszystkie "ważne" sprawy, na tę jedną chwilę być ze sobą, skupić się na jednej czynności, jednym momencie i sytuacji? Dziecko nie marnuje czasu zastanawiając się, czy dana sprawa ma sens, czy lepiej zrobić to w ten, czy inny sposób. Oddaje się swoim instynktom i obecnym możliwościom wyciskając je jak cytrynę. Bardzo cenię te momenty i nawet jeśli nie raz jest mi trudno odpuścić, to patrzę na swoje dziecko i widzę tę prawdę i prostotę. Widzę w jak naturalny i dobry sposób podchodzi do świata i jak bardzo DOCENIA to, co ma. Jaką frajdę sprawia mu sflaczały balon przerysowany przez mamę w rybkę, jak niesamowicie cieszy się z chrupiącego śniegu pod butami i z jaką pasją obserwuje światełko helikoptera na nocnym niebie. Tak bardzo chciałabym się tego znowu nauczyć, tak bardzo chciałabym, aby weszło mi to w krew tak, jak naturalnie emanuje to z mojego dziecka. Staram się i jestem, chcę to dostrzegać, zanim przeminie.
2). Quality is the new black
Mądrość natury dziecka nie kończy się jednak tylko na "łapaniu" chwil. Obserwując moje dziecko szybko zrozumiałam, że to, co dla mnie tworzy sytuację komfortową i wyjątkową nie raz rozmija się z tym, co wywołuje to samo u mojego dziecka. Niesamowite jest jak niezauważalne dla nas-dorosłych sprawy potrafią zrobić ogromną różnicę dla tych najmniejszych z ludzi. Nawet jeśli staramy się zabierać dziecko w ciekawe miejsca, pokazując mu świat i różne sytuacje, to z doświadczenia wiem, że najszczęśliwsze momenty to te, kiedy jesteśmy wszyscy razem. Nie ma większego znaczenia, czy akurat odpoczywamy na kocu w Hyde Parku, lecimy samolotem na południe Europy lub po prostu wygłupiamy się na podłodze w kuchni razem z naszym psem. To są te krótkie momenty, kiedy po całym dniu obowiązków i swoich spraw, spędzamy razem tę chwilkę, poświęcając się tylko niej. To właśnie wtedy można ujrzeć w oczach swojego dziecka to wyjątkowe światło i szczęście. Nie potrzeba wiele, trzeba po prostu być, być obecnym i uważnym. Dzisiejsze czasy tak bardzo oddalają nas od siebie, nieustająco przypominając o kolejnych "ważnych" sprawach czy tego chcemy, czy nie, markując co drugą minutę czerwonym znaczkiem powiadomienia, które sprawdzamy mimochodem i w mgnieniu oka, ale to właśnie w tym mgnienu tracimy prawdziwy kontakt ze światem i sobą nawzajem.
3). Inny znaczy dobry i prawdziwy
Jako osoba dorosła, ale jeszcze nie posiadająca dzieci, sądziłam, że znam tolerancję. Sądziłam, że rozumiem, jaki jest jej sens. Wierzyłam w siłę i wyjątkowość każdej jednostki, obracałam się różnorodnych kręgach ludzi, a jednak to dziecko nauczyło mnie prawdziwego szacunku do drugiego człowieka. Każdy rodzi się z już gotowym "zestawem" cech i jako jeden z ważniejszych celów w rodzicielstwie postawiłam sobie właśnie dostrzeżenie tych cech, ich uszanowanie i pokochanie nawet jeżeli będą diametralnie rozjeżdżać się z moimi. Kiedy podróżujemy po kraju, świecie, czy własnym regionie, dla dziecka nie jest ważny kolor skóry nowo napotkanej osoby. Nie jest ważne jaki znaczek nosi na szyi, czy buty są na pewno z nowej kolekcji New Balance, albo czy na jej instagramowe konto jest wystarczająco hipsterskie. To wszystko przesłania obraz nam, dorosłym. To wszystko generuje w nas przeświadczenia i oczekiwania zanim jeszcze odważymy się nawiązać relację z nową osobą. W relacji dziecko-świat zawarty jest jeden z prawdziwszych i prostszych sekretów świata: "Bądź dla mnie dobry, przynoś ciepło i wsparcie, a odwdzięczę się tym samym, a może nawet z czasem Ci zaufam." Czy to właśnie nie tutaj się zgubiliśmy?
4).  Bądź człowiekiem
To właśnie te naturalne odruchy w kierunku drugiej osoby, ta czysta tolerancja i empatia są dla mnie esencją człowieczeństwa. Mały człowiek może wydawać się nam "pustą kartką", ale prawda jest taka, że jest on najprawdziwszym z ludzi. Wszystko ma u niego miejsce naturalnie, płynie prosto z jego instynktu i charakteru. Dziecko niczego nie udaje i nie osądza. Może nie znać zasad, którymi rządzi się świat i społeczeństwo, ale wielokrotnie lepiej, niż dorośli ocenia sytuację i potrafi dostrzec prawdę. Każdy z nas taki był i z wielu z nas zostało to wyrwane przez czas na rzecz dopasowania do społeczeństwa, do norm zachowań i poglądów. Jedną z bardziej niesamowitych lekcji dla mnie samej jest obserwowanie tych pierwotnych zachowań u mojego dziecka i odnajdywanie w nich siebie. Dzięki tej jednej małej istocie przenoszę się w przeszłość niczym niewidzialną rakietą natury, widzę siebie, widzę ją, przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Nie znam innej tak terapeutycznej i pouczającej mocy.
5).  Trzymaj balans
Pomiędzy wszystkimi poprzednimi przykładami chowa się jeszcze jedna uniwersalna prawda - prawda balansu w relacjach i nie zatracania się kompletnie w jednej z możliwości. To dzięki docenianu chwili, naturalności w swoich zachowaniach i tolerancji, dziecko jak nikt inny potrafi zapominać o mniejszych problemach. Nie żywi urazy, nie zapamiętuje konfliktowych sytuacji, nie wypomina i nie odgrywa się na innych. W jakiś niesamowicie instynktowny sposób wyczuwa granicę pomiędzy sprawami mniej ważnymi, a ważnymi i jeżeli chodzi o swój krąg ludzi, potrafi wiele wybaczyć i dac kolejną szansę. Jeżeli tylko my dorośli okażemy mu zaangażowanie i szczere dobre intencje. Z drugiej strony potrafi zachować dystans względem osób, które są mu nieprzyjazne i żadne pozory nie są w stanie tego przesłonić. Wciąż obserwuję i nie mogę nadziwić się w jaki sposób tak małe dziecko jest w stanie rozgryźć każdego nas w ułamku chwili. W takim ułamku, w jakim my pewnie nie zdążylibyśmy nawet wygooglować osoby na telefonie pod stołem.

Nigdy nie sądziłam, że przez posiadanie dziecka można nauczyć się tak wiele o świecie, człowieku i sobie samym. Zazwyczaj postrzegałam to w kategoriach "dawania" i "kształtowania" kiedy tak naprawdę powinniśmy rozumieć rodzicielstwo raczej jako czas wsparcia, pomocy i wspólnego tworzenia najlepszej z możliwych przyszłości. Zarówno dla nas, jak i dla nich. Chociaż teoretycznie to dziecko codziennie zdobywa kolejne etapy. Codziennie uczy się nowych umiejętności i zmienia się na naszych oczach, a jednak jeśli tylko otworzymy te oczy wystarczająco szeroko i posłuchamy, to wyciągniemy z tego najwspanialszą z lekcji człowieczeństwa. Lekcji, którą przekazuje nam sama natura nieustannie od początku do końca świata. Wystarczy posłuchać.


Comments